Całkowite oddanie - v4

Totalna transformacja  •  Sermon  •  Submitted   •  Presented
0 ratings
· 8 views
Notes
Transcript
Główna myśl: Boża troska o ciebie wystarczy by Mu się całkowicie oddać. Nie rezygnuj przedwcześnie, bo Boża troska sięga nawet skrytego miejsca, w którym nie dajesz już sobie rady.
magnetic point 3 - ucieczka: deepL “To, że coś jest nie tak ze światem [w tym kontekście nawet chrześcijaństwem], jest powszechnym i mało dyskutowanym pojęciem. W świecie istnieje skończoność, zepsucie i zło, a problem cierpienia nieustannie nas konfrontuje. Opłakujemy utracony raj i tęsknimy za wybawieniem od tego zła, pragnąc odkupienia.”

WSTĘP

[ Myślałem, żeby nazwać serię “RATUJ SIĘ KTO MOŻE?”, bo (1) pastor na tacierzyńskim; (2) teraz brak miejsca. Zamiast ODDAĆ SIĘ BOGU chciałem UCIEKAĆ :) ]
Nie wiem, czy też tak masz, że lubisz, gdy efekt twojej pracy przynosi namacalny, widoczny rezultat. Ja na przykład większość czasu pracuję w jednym miejscu przy komputerze albo ewentualnie z instrumentem w ręku, przez co efekt pracy nie jest zauważalny gołym okiem z daleka. Raczej nie da się tego dotknąć, czy zmierzyć. Dlatego doceniałem ten moment, gdy podczas koszenia trawy albo odśnieżania mogłem zobaczyć efekt tej pracy. Nigdy nie budowałem domu, ale wiem, że są wśród nas tacy, którzy to robią - tu po skończonej pracy dopiero widać efekt, prawda Stachu? Chyba wszyscy to lubimy: widzieć efekt swojej pracy, której poświęciłeś, godziny, dni a może nawet miesiące, czy lata.
Nasze podążanie za Bogiem w jakimś sensie też jest pracą. To praca Bożego Ducha, który działa w nas i przez nas - to znaczy, że my w pewnym stopniu współpracujemy z tym, co Bóg w nas rozpoczyna. I albo w tej współpracy poddajemy się prowadzeniu Bożemu, albo ten proces utrudniamy. Więc efekt tej pracy w jakimś stopniu również zależy od nas. Chciałoby się, żeby był widoczny gołym okiem. Żeby ten owoc życia chrześcijańskiego pełnego poświęcenia przyniósł możliwy do zmierzenia i policzenia efekt. Ale z tym też nie zawsze tak jest.
Usłyszałem ostatnio ciekawe porównanie chrześcijan do budowli (tak a’propos budowania domu). Ktoś w trakcie nawrócenia może być podrapanym bunkrem, a ktoś inny całkiem ładną willą. Bóg od tamtego momentu rozpoczyna w nas dzieło, które ostatecznie zakończy się wraz z powtórnym przyjściem Chrystusa - wtedy wszyscy staniemy się pięknymi świątyniami. Do tego momentu my możemy otwierać drzwi każdego z pomieszczeń naszego bunkra czy domu, aby Bóg je restaurował, czyli możemy z Nim współpracować, albo możemy zamykać się i nie dawać do siebie dostępu. Zakładać kłódki na poszczególne drzwi. Robisz tak czasem?
Mogłoby się wydawać, że wszyscy POWINNIŚMY, ale nawet CHCIELIBYŚMY mieć otwarte wszystkie drzwi dla Pana Boga i być przydatnymi, aby efekt Jego pracy w nas i późniejszej naszej pracy poprzez nas był widoczny, no ale… no właśnie. Czasami nasze błędy, upadki, niepowodzenia, nasze grzechy, czy grzechy innych, których my jesteśmy ofiarą powodują, że mimo wcześniejszych szczerych chęci, po prostu te kłódki na zamki ZAKŁADAMY, albo inni nam je zakładają.
Takim przykładem może być postać, o której czytamy w Dziejach Apostolskich. Młody Jan Marek, który został pomocnikiem Pawła i Barnaby podczas tzw. Pierwszej Podróży Misyjnej Pawła, prawdopodobnie nie wytrzymał warunków, w których ta podróż się odbywała. Atakujące ich gorączki i ta presja, by głosić ewangelię doprowadziła do tego, że niedługo po rozpoczęciu podróży zdezerterował, pozostawiając swoich partnerów bez wsparcia. Wyobraź sobie, co musiał przeżywać ten młody chłopak, kiedy okazało się, że stał się powodem chyba największej kłótni przyjaciół, o której czytamy na kartach Biblii… Później Barnaba chciał wziąć Jana Marka na drugą podróż misyjną, ale dla Pawła był on przegrany. Nie nadawał się się na misję … C.D.N.
Więc może dziś jesteś w podobnej sytuacji. Widzisz wokół siebie takich Pawłów, którzy mają mocne zdanie [Pawcio, no offence :)], albo nawet kłócą się o to, jak służyć Bogu. Może myślisz, że ich sposób jest jedynym, w jaki realizuje się służbę - może sami dali ci to do zrozumienia?! Być może nawet chciałbyś/chciałabyś w jakiś sposób zaangażować się ale zniechęcenie bierze górę. Nie widzisz efektów swojej pracy. Albo może najzwyczajniej w świecie nie masz sił na cokolwiek więcej w ciągu tygodnia pracy. Bo może służenie Bogu dla Ciebie to tylko określone czynności, które powinny być realizowane w niedzielę przed nabożeństwem, na nabożeństwie i po jego zakończeniu? W rezultacie jedyne na co masz ochotę - jak Jan Marek - to po prostu zdezerterować. Nie zagłębiać się w to całe poświęcenie, skoro nie dość, że nie przynosi efektów, to jeszcze jest wymagające.
Spójrzmy do Listu do Rzymian.

ROZWINIĘCIE

Króciutki kontekst

Paweł pisze list do kościoła w Rzymie. Kościoła, w którym jeszcze nie był i do którego zamierzał przyjechać. Pisząc do ludzi wierzących wspomina, że chce - między innymi - głosić im ewangelię (Rz 1,15). Ewangelię?! Wierzącym?! To właśnie ewangelia jest tematem tego listu. Co więcej, ten list nie jest jedynie dedykowany tamtejszemu kościołowi pierwszego wieku w Rzymie, ale jest tak samo aktualny dla nas. Dla ciebie i dla mnie w 2025 roku.
Dlaczego? Apostoł Paweł uwypukla w nim grzeszność każdego człowieka. Pokazuje, że dotyczy to wszystkich ludzi. Tych urodzonych w rodzinie wierzących od pokoleń i tych, którzy z Bogiem nie mieli wcześniej nic wspólnego. Bunt przeciwko Bogu dotyczy nas wszystkich.
Ale dzięki wierze w to, co Jezus dla nas zrobił na krzyżu, jesteś “uznany za prawego przed Bogiem”. (Rz 5,1) Usprawiedliwiony. To ważne słowo dla apostoła Pawła. To właśnie zobrazowanie ZDJĘCIA tej ciążącej na nas winy za grzech przed sprawiedliwym Bogiem, u którego przecież TA SPRAWIEDLIWOŚĆ, konsekwencje grzechu, w jakiś sposób poniesione zostać muszą. Wcześniej składano ofiary ze zwierząt, a ostateczną i doskonałą ofiarą stał się dla wszystkich wierzących sam Bóg - w osobie Jezusa.
Wiesz to. Znasz tę prawdę. Słyszysz ją codziennie, w najgorszym razie co tydzień. Ale musisz sobie to stale przypominać - potrzebujemy tego, bo czasami zachowujemy się, jakbyśmy dalej byli zbuntowani. Zakładamy te kłódki na zamki w pomieszczeniach naszego domu, do których Bóg chciałby wejść…. A mimo to, w swojej trosce wyciąga do nas rękę przesłaniem, przynoszącym ulgę - szczególnie jeśli myślisz, że Bóg się na ciebie gniewa, albo chce cię ukarać…
(1) Teraz zatem nie ma żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie. List do Rzymian 8,1
To jest właśnie ŁASKA - niezasłużona przychylność, życzliwość, dobroć dla ciebie i dla mnie. Tych zbuntowanych przeciwko Bogu. Zostaliśmy uznani za sprawiedliwych przed Bogiem dzięki zbawczej wierze w ukrzyżowanego Chrystusa. Potrzebujemy tej łaski, ponieważ czasami upadamy. Grzeszymy. Ale nawet wtedy, Bóg pierwszy upomina się o nas. POMIMO tego upadku. To niesamowity wyraz MIŁOSIERDZIA BOŻEGO.
Dzisiejszy fragment również podkreśla Boże miłosierdzie. Zresztą, cały list do Rzymian o tym mówi. John Stott w swoim komentarzu pisze:
“Rzeczywiście, ewangelia jest właśnie Bożym miłosierdziem dla (…) niezasługujących na nie grzeszników. Bóg okazał je, dając swojego Syna, aby za nich umarł, usprawiedliwiając ich dobrowolnie przez wiarę, posyłając im swojego życiodajnego Ducha i czyniąc ich swoimi dziećmi.”
Tak na marginesie - to piękny zarys Trójcy Świętej. //SWOIMI SŁOWAMI CYTAT STOTTA!!!//
Czy chcesz lepiej zgłębić czym jest Boże miłosierdzie dla ciebie? Otwórz Słowo Boże i dostrzeż swoją grzeszność. Im wyraźniej widzisz swój grzech, tym bardziej rozumiesz Boże miłosierdzie. Tę nieustającą troskę i zabieganie o ciebie.
Więc teraz… jeśli cały czas widzisz powód do ucieczki od chrześcijańskiego życia, zostań proszę ze mną jeszcze chwilę, ponieważ to Boże nieustające zabieganie o ciebie jest zaskakujące.

Boże miłosierdzie i całkowite oddanie

Spójrzmy na nasz dzisiejszy fragment, List do Rzymian 12,1-8. Damian przeczytał go w całości, ja będę czytał wyrywkowo.
List do Rzymian 12,1-2 SNP
(1) Zachęcam was zatem, bracia, ze względu na miłosierdzie Boże, abyście oddali swoje ciała na ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu — jako wyraz waszej rozumnej, wypływającej z głębi ducha służby. (2) Nie podporządkowujcie się już wzorcom tego wieku. Niech was przeobraża nowy sposób myślenia, abyście potrafili rozpoznać, co jest wolą Bożą, co jest dobre, przyjemne i doskonałe.
Spójnik “ZATEM”, na początku tego urywka oznacza tyle: jeśli wierzysz we wszystko to, co do tej pory powiedziałem, czyli to, że potrzebujesz Ewangelii i płynącej - z jej przesłania - Łaski, czyli jeśli dostrzegasz BOŻE MIŁOSIERDZIE, to w takim razie ZACHĘCAM CIĘ, żebyś…
CAŁKOWICIE SIĘ ODDAŁ | CAŁKOWICIE SIĘ ODDAŁA BOGU
Skupimy się więc dzisiaj głównie na…

(1) CAŁKOWITYM ODDANIU - czym jest?

a później króciutko dotkniemy

(2) KONSEKWENCJI CAŁKOWITEGO ODDANIA - jak na nas wpływa?

WIĘC CAŁKOWITE ODDANIE ZE WZGLĘDU NA MIŁOSIERDZIE BOŻE

1. Po pierwsze - całkowite oddanie to rezygnacja z własnych ambicji

(2. Po drugie - całkowite oddanie wiąże się ze zmianą motywacji w tym, co robisz)

Paweł zachęca nas - w taki sposób, jak robi to dobry trener, czy mentor: wspiera i inspiruje, aby... składać swoje ciała jako… ofiarę…?!
To dopiero zaskakujące, co…? Przecież wraz z przyjściem chrześcijaństwa, system ofiarniczy miał się skończyć! Proszenie Boga o przebaczenie za grzech, przelewając krew zwierzęcia ofiarnego to już przeszłość! W dodatku naszą ofiarą za grzech jest sam Jezus!
O co więc tutaj chodzi…?
Był jeszcze jeden rodzaj ofiary. Paweł nawiązuje tu do “ofiary całopalnej”, która polegała na tym, że wierzący oddawali Bogu ze swojego stada najlepsze zwierzę po to, aby było spalone w całości. Zwierzę bez żadnego defektu. Doskonałe. Za takie zwierzę można było otrzymać pokaźną sumę pieniędzy. I o to właśnie chodzi! O pokazanie Bogu, że oddajesz Mu wszystko, co najlepsze. To symbol całkowitego oddania Bogu.
My nie składamy już ofiar z martwych zwierząt, ale mamy złożyć żywą ofiarę z samych siebie. To znaczy poświęcać nasze ciała, które są ŻYWE, a nie martwe, w przeciwieństwie do tego zwierzaka. Martwe zwierzę już nie mogło uciec. Ale my, będąc na tym ołtarzu żywi, sprawiamy większy kłopot jako ofiara. Robimy wszystko, żeby wrócić do naszego grzesznego stylu życia.
(??) ILUSTRACJA NATAN, KTÓRY MNIE BIJE. Ale wreszcie się poddał i tak mu umyłem zęby, jak nigdy. (??)
= Ja, pomimo Natana złego zachowania, otoczyłem go miłosierdziem i to, że nie zareagowałem w fatalny sposób było dla niego wystarczającym powodem, wystarczającą motywacją, żeby chcieć poddać się pod to, co zamierzam dalej z nim zrobić. W jego małym domku odświeżyłem wejście. :)
Jakiś pastor powiedział, że “problem z żywą ofiarą jest taki, że ciągle schodzi z ołtarza”. Więc wtedy, kiedy - jak ten mały Natan - masz ochotę uciekać, krzyczeć i bić… to właśnie w tych momentach również powinieneś składać siebie w ofierze. Dlatego twoja żywa ofiara - jak to z kolei ujął Tim Keller - jest z jednej strony taka sama, jak starotestamentowa, a z drugiej strony zupełnie inna. Nie jest martwa, tylko żywa. Ale jest wciąż ofiarą. Składanie siebie w ofierze to codzienne, świadome, ciągłe oddawanie się Jemu. Uznanie, że ON lepiej wie, które pomieszczenia w tym twoim duchowym domu należy restaurować. Od których zacząć. Wymaga od ciebie pozdejmowania zapiętych kłódek. Zdania się na NIEGO. Na to, co Bóg chce zrobić z tobą. Gotowy? Gotowa?
Dotyczy to każdego aspektu naszego życia. I nie tylko ciała fizycznego, ale również naszego UMYSŁU.
Paweł mówi o zmianie sposobu myślenia: niech was przeobraża nowy sposób myślenia (Rz 12,2).
Ciało i umysł są ze sobą ściśle powiązane, spójrz:
Czym twoje oczy się karmią, gdy jesteś sam na sam z telefonem i social mediami? Gdzie - jak to się kolokwialnie mówi - “wsadzasz nosa”? Czy węszysz plotki i skandale? Czemu w skupieniu się przysłuchujesz z wypiekami na twarzy? Co mówisz, gdy chcesz komuś zaimponować? Całą prawdę o kimś? Czyżby?
Widzisz wyraźnie i wiesz to od zawsze, jak ciało i umysł są ze sobą ściśle powiązane. Dlatego potrzebujemy być przeobrażani w nowy sposób myślenia.
Więc całkowite oddanie dotyczy oczywiście sfery fizycznej - całej twojej seksualności, twojej psychiki. Decyzji, które podejmujesz - tego, w jakie miejsca się udajesz po zmroku - fizycznie albo jedynie w myślach. Po prostu wszystko to, czym karmisz swoje ciało i swoją duszę.
Panu Bogu zależy na twoim i moim czasie. Nie tylko wtedy, kiedy w kalendarzu masz zapisane “poranne rozważanie”, albo “spotkanie modlitewne”. Od samego początku dnia do jego końca.
Właśnie dlatego, że się o ciebie zatroszczył, zależy mu na twoim całkowitym oddaniu. Ciała i umysłu.

(Logiczne uwielbienie: TU CRESHENDO!!!)

Więc to całkowite oddanie powinno mieć wyraz w - w.1b: waszej rozumnej, wypływającej z głębi ducha służby. List do Rzymian 12,1b
Rozumna, w języku oryginalnym - logikos [3050] to albo logiczna, albo dokładnie przemyślana służba, czy uwielbienie.
To słowo “służba” również zawiera koncepcję “uwielbienia”, więc będę tego używał naprzemiennie.
Więc, w uproszczeniu, Boża troska o ciebie jest logicznym i wystarczającym powodem, aby prowadzić swoje życie w sposób przemyślany, poświęcając cały swój czas - swoje ciało i swoje myśli na uwielbienie i służbę Bogu. O to tu chodzi.
Jeśli dobrze uchwycisz ten powód - Boże miłosierdzie - to naturalnie zmienia się twoja motywacja. Jak to Kuba podczas swojego świadectwa mówił - już go przestały interesować te netflixy, a zaczęły sprawy Bożego królestwa. Po prostu chcesz się włączyć te sprawy, bo to jest LOGICZNE. Bo widzisz, że Boża troska o ciebie wystarczy by Mu się całkowicie oddać.
Musisz też uchwycić cel: celem nie jest to, żeby sobie zasłużyć na zbawienie. Wręcz przeciwnie. Dobrze zrozumiany powód - Boża troska - potęguje motywację do tego, aby chcieć Mu służyć, chcieć Mu poświęcać swoje uwielbienie.
Psalmista to wyraził w Psalmie 108: gotowe jest serce moje o poranku, WIĘC chcę śpiewać i grać. Czyli moje oddanie się Bogu od samego początku dnia jest powodem mojej chęci uwielbienia i służenia Jemu.
(!) Dlaczego? Bo nie chodzi o mnie, tylko chodzi o Niego. To jest ten cel życia chrześcijańskiego. Żeby przynieść Bogu chwałę. (!)
Więc to (1.) całkowite oddanie i rezygnacja z własnych ambicji teraz ma sens. Albo powinno MIEĆ MIEĆ SENS. No ale … w jaki sposób to ma mieć sens, gdy kompletnie nie masz sił? Albo nie masz czasu na nic dodatkowego? Świetna teoretyczna koncepcja, ale co jeśli jedyne, o czym myślisz, to ucieczka, bo nie dźwigasz tej presji?
Czym wtedy jest złożenie siebie w ofierze żywej gdy czujesz się wypalony albo nawet jesteś wypalony?

Drodzy to, 2. Po drugie - całkowite oddanie Bogu motywacji w tym, co robisz

Drodzy, właśnie w ten weekend był kobiecy wyjazd z naszej społeczności. Kobiet, które są dociążone codzienną presją. Niektóre z Was są żonami swoich mężów i to już jest duża presja. Niektóre z Was poświęcają całą energię na to, żeby sprostać wyzwaniom w wymagającej pracy. Niektóre z Was są jeszcze dodatkowo matkami. Te wszystkie zobowiązania zabierają czas, energię i zabierają chęci, żeby cokolwiek więcej dodawać do swojego kalendarza. Już samo przyjście do kościoła w niedzielę może być wyzwaniem. No i… w tym czasie, kiedy kobiety były na wyjeździe, mężczyźni pozostawali z dziećmi w domach. Jestem tego żywą ofiarą :))) Ale mężczyzn przemęczenie materiału dotyka tak samo mocno.
Ta nasza proza życia i zbyt szybko pędzący czas powoduje, że my w ciągu dnia nawet czasami nie mamy sił pomyśleć o tym, żeby jeszcze w jakikolwiek dodatkowy sposób oddawać się Bogu.
To, co chciałbym bardzo mocno zaznaczyć: całkowite oddanie nie musi oznaczać DODANIA czynności i zwiększenia ciężaru na barkach. Wcale nie chodzi o to, że musisz coś dodać do grafiku, czy całkowicie zmienić to, co robisz na coś bardziej świętego. Nie. Nie koniecznie chodzi o zmianę stylu życia - w niektórych przypadkach TAK, ale to nie jest regułą. Chodzi raczej o podejście do tego, jak to życie realizujesz. Całkowita zmiana przemiana w tym, co robisz.
Dlatego, że miejsce, w którym Pan Bóg cię postawił może być właśnie tym polem do służby.
Tu myślę o pewnym pastorze, który widział w swoim synu kolejnego pastora. Syn jednak wolał zostać muzykiem. Później został prezesem firmy. Gdzieś przez te lata czuł to… “wezwanie”. Kiedy po długim czasie znów powrócił do grania, w kręgu muzycznym, w którym się znalazł, nieopatrznie zagrał jakiś pochód akordów hymnu chrześcijańskiego. Natychmiast otrzymał ksywę: PASTOR. Co więcej… dla członków zespołu na serio jest duszpasterzem!
Tam, gdzie jesteś, masz szansę służyć. A my jako kościół, wspólnota - to jedno ciało, o którym jeszcze za chwilę powiemy, musimy uczyć się, jak ciebie wspierać tam, gdzie jesteś.
Więc zmiana motywacji może dotyczyć najprostszych rzeczy w tym co robisz… możesz denerwować się, że w swojej pracy musisz po kimś poprawiać błędy. Że ktoś znowu coś źle zrobił i znów tylko ty w ostatnim momencie zauważasz, że gdzieś tam jest błąd. Możesz poprawiać te błędy przez cały dzień będąc zgorzkniałym, wkurzonym i nerwowym. Albo możesz z drugiej strony docenić ten zasób, jakim obdarzył cię Pan Bóg i dostrzec, że masz szansę realizować te zadania z głębi ducha w UWIELBIENIU. oddawać Mu chwałę. Uwielbienie. Służyć Mu. Pracować tak, jakbyś pracował/a dla Niego.
Zmiana motywacji może dotyczyć też rzeczy z kategorii trudniejszych. Twoje dzieci: może wymagają więcej uwagi w ciągu dnia, niż masz czasu i sił. Zmiana motywacji to dostrzeżenie, że to jest konkretne zadanie, które postawił przed tobą Pan Bóg. Spójrz, to są JEGO dzieci, których wychowanie postawił ci jako JEGO zadanie dla ciebie.
Ja póki co mam niewielkie doświadczenie, ale zdążyłem już być w sytuacji, kiedy po prostu nie dawałem rady. Chciałem uciekać. Bo Na niektóre sytuacje podczas wychowania dzieci już najzwyczajniej nie ma sił. I Bóg doskonale to wie. To jest ten moment, kiedy możesz wołać do Niego: “Boże, proszę pokaż mi, gdzie Ty teraz jesteś. W tej konkretnej sytuacji. Nie dostrzegam. Nie mam sił! Nie jestem w stanie z siebie wykrzesać nic więcej. Pomóż mi zmienić podejście - polegać w tym miejscu, w którym mnie postawiłeś na Tobie i Twoich siłach, bo swoich już nie mam.”
Boże miłosierdzie - ta Boża troska - sięga nawet tego skrytego miejsca, w którym nie dajesz już sobie rady.
I to Boże miłosierdzie powoduje zmianę optyki na te same sprawy. To wychowanie dziecka to przede wszystkim służba Bogu. I to Bóg jest źródłem siły, którą chce ciebie obdarzać.
_(?)
Nie myśl więc proszę, że służenie Bogu czy uwielbienie ma tylko jeden odcień. Że tylko w jeden sposób możesz robić coś, co nazwane zostanie służeniem Mu. Nie rezygnuj z całkowitego oddania Bogu w tych sytuacjach, kiedy masz ochotę zejść z ołtarza. Boża troska dosięga cię tam, gdzie Ty czujesz się wypalony i samotny.
(?)_
I tu też dotykamy właśnie tego efektu pracy Bożego Ducha w tobie. Tego owocu. Chcesz, aby twoja służba i ta Boża praca poprzez ciebie przynosiła widoczne rezultaty. Ą raczej wygląda to jak jazda na rowerze pod wiatr. Wkładasz cały wysiłek i prawie stoisz w miejscu. Ale z Bożej perspektywy, to wygląda całkowicie inaczej.
Więc widzisz, czym jest CAŁKOWITE ODDANIE i widzisz, że Boża troska o ciebie wystarczy by Mu się całkowicie oddać.
Teraz…

(2) KONSEKWENCJĄ CAŁKOWITEGO ODDANIA jest

jak to ktoś ładnie ujął: Jezus zmieni nie tylko to, kim jesteś, ale również to, kim chcesz być.
Całkowite oddanie powoduje dostrzeżenie tej najważniejszej kwestii: TU NIE CHODZI O CIEBIE, ALE TU CHODZI O NIEGO.
Apostoł Paweł mówi do ciebie i do mnie, List do Rzymian 12,3-6: (3) Mówię (…) każdemu z was (…) aby nie miał o sobie mniemania wyższego, niż należy. Niech każdy ocenia siebie rozsądnie, zgodnie z tym, co mu Bóg wytyczył w mierze wiary. (4) Jedno ciało ma bowiem wiele członków. Nie wszystkie one spełniają to samo zadanie. (5) Podobnie my, w swej wielości, stanowimy w Chrystusie jedno ciało. Natomiast każdy z osobna jesteśmy dla siebie członkami.
Więc ODDANY JEMU, właśnie dowiadujesz się, że niezależnie od tego, w jakim jesteś miejscu, jesteś stworzony do współzależności.
Żyjemy współzależni ze sobą, tak jak części naszego ciała są ze sobą połączone. Każda część ciała służy tym, co ma, aby ciało mogło funkcjonować poprawnie.
Więc nawet będąc “na dechach”, jesteś przydatny i obdarzony bardzo unikatowym darem, który otrzymałeś od Boga.
Apostoł Paweł mówi tu o “mierze wiary”: to nie jest ilość wiary. To punkt odniesienia: zbawcza wiara w zmartwychwstałego, którą otrzymałeś / otrzymałaś i to jest ta miara wiary, którą teraz odnosimy do siebie.
Ta miara wiary dotyczy tego,
jak myślimy o sobie: nie za dużo, nie za mało - masz świadomość swojej grzeszności? Niech to doda pokory, a nie paraliżu. Bo miłosierdzie Boże jest źródłem siły do służenia Bogu.
jak myślimy o swoim obdarowaniu: jako coś, co Bóg wytyczył nam do służenia JEMU w całkowitym oddaniu, tam, gdzie jesteśmy.
Dary są różne i … tutaj chciałbym polecić książkę, która jest dla nas ważna i inspirująca. KELLER - LIST DO RZYMIAN.
W tej książce Keller m.in. pisze bardzo przejrzyście o darach wymienionych w tym fragmencie. Ja chciałbym się skupić krótko na jednym.
Czytamy dalej, że…
(6) Stosownie do udzielonej nam łaski mamy też różne jej dary: czy to prorokowania — do głoszenia na miarę wiary;… i później Paweł wymienia te inne dary.
Dar prorokowania. Dlatego chciałbym położyć na nim nacisk ponieważ zauważam, ze “wzorce tego wieku” o których apostoł Paweł pisze, w XXI wieku również w kościele, szczególnie kościele ewangelicznym, bardzo duży nacisk kładą na humanizm, wręcz hedonizm. Skoncentrowanie na sobie i swojej wyjątkowości. Na przykład ktoś, kto mówi, że nie tyle posiada dar prorokowania, co jest prorokiem! Totalna skrajność!
Już cokolwiek wierzysz na temat daru prorokowania, z tą skrajnością wiążą się różne kłopoty:
((1) Miara wiary)
Drodzy, trudno mówić w XXI wieku o kimś takim jak prorok, który ma jakieś specjalne objawienie Bożego słowa, którego ty i ja nie możemy mieć. Tacy prorocy skończyli się wraz z przyjściem Chrystusa. Jeśli nawet takie by miał, to zgodnie z miarą wiary - czyli w oparciu o punkt odniesienia, wiarę w zmartwychwstałego, a co za tym idzie, zgodne z całą chrześcijańską doktryną. Nie może więc mieć specjalnego objawienia, które miałoby w jakikolwiek sposób mieć nowe zrozumienie Bożego Słowa. Coś, czego do tej pory nikt wcześniej nie wiedział.
Dar prorokowania, o którym czytamy w tym fragmencie, to dar głoszenia. Zawsze pod autorytetem apostołów, którzy cieszyli się autorytetem Słowa. Ci, którzy prorokowali w Nowym Testamencie, nigdy nie nauczali czegoś, co miałoby wychodzić poza naukę apostolską.
Drodzy, mówię to dlatego, aby nas przestrzec i pokazać przykład stawiania siebie w centrum, a nie Boga. To nie takimi darami obdarza nas Bóg.
Słuchałem ostatnio wywiadu z człowiekiem, który mianuje się prorokiem i przez godzinny wywiad mówił tylko o sobie. Co zrobił, co widział… nawet nie wspominał o Ewangelii. Nie było w tym za grosz autorytetu nauki apostolskiej.
Takie aspekty życia chrześcijańskiego to są te powody, dla których ja czasami mam ochotę zdezerterować, jak młody Jan Marek. Wyskoczyć z tego chrześcijańskiego świata, ponieważ zauważam manipulację i nie potrafię przejść obojętnie obok niej.
Jeśli ciebie też inni chrześcijanie lub inne manipulujące osoby zniechęciły do służenia Bogu … to Apostoł Paweł ZACHĘCA NAS do oddania się i nie podporządkowywania się wzorcom tego wieku. Do stawienia czoła wyzwaniom niestety również wewnątrz Ciała.
Przemieniony umysł nawet w najtrudniejszych warunkach rozpoznaje, co jest wolą Boża i całkowicie oddaje się Jemu.

ZAKOŃCZENIE

Jeśli jesteś częścią Bożej rodziny, jeśli otrzymałeś/otrzymałaś dar zbawczej wiary w ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa i oddajesz mu całego siebie, otwierasz się na działanie Ducha Świętego w tobie i poprzez ciebie w restaurowaniu twojego duchowego mieszkania, to “już bliżej Boga nie możesz być”. Nie musisz mieć specjalnego objawienia, nie musisz dosięgać czyjegoś wyobrażenia o tym, czym jest służba. Tam, gdzie jesteś, taki jakim się stajesz, jesteś przydatny do tego, aby służyć Bogu i mieć wpływ na Jego Ciało, czyli wspólnotę wszystkich wszystkich wierzących. Jezus nie tylko zmienia ciebie, ale zmienia to, co chcesz robić. Wyposażając cię do tego, abyś służył Bogu najlepiej, jak potrafisz.
Wobec tego Boża troska o ciebie wystarczy by Mu się całkowicie oddać. Nie rezygnuj przedwcześnie, bo Boża troska sięga nawet skrytego miejsca, w którym nie dajesz już sobie rady. Bóg upomina się o ciebie i wyposaża do służby Jemu.
C. D. o Janie Marku: Pamiętasz, jak mówiłem o młodym Janie Marku, który w ocenie apostoła Pawła nie nadawał się do podróży misyjnej, na którą prawdopodobnie bardzo chciał iść i udowodnić swoje powołanie chrześcijańskie? Jeśli Paweł byłby jedynym chrześcijaninem, to oczywistym byłoby myślenie, że służenie Bogu polega tylko i wyłącznie na podróżach misyjnych. Ale to, do czego tak naprawdę Bóg powołał młodego Jana Marka, to napisanie najwcześniejszej Ewangelii o Jezusie Chrystusie. Ewangelii Marka. Masz ją w swojej Biblii jako drugą księgę Nowego Testamentu.
Nie rezygnuj przedwcześnie.
MODLITWA: wdzięczność za miłosierdzie Boże. Wdzięczność za to, że jest źródłem siły dla nas niezależnie od tego, gdzie jesteśmy.
Drodzy, chciałbym nas zachęcić, żebyśmy skoncentrowali się teraz na krzyżu.
“Rzeczywiście, ewangelia jest właśnie Bożym miłosierdziem dla (…) niezasługujących na nie grzeszników. Bóg okazał je, dając swojego Syna, aby za nich umarł, usprawiedliwiając ich dobrowolnie przez wiarę, posyłając im swojego życiodajnego Ducha i czyniąc ich swoimi dziećmi.”
Bóg oddał za ciebie i za mnie wszystko. Poszedł na krzyż. Obdarza ciebie i mnie swoją troską. Więc jeśli zawierzyłeś swoje życie Jezusowi Chrystusowi, to jest to wystarczający powód, aby przystąpić do stołu Pańskiego. Do tej pamiątki Jego śmierci na krzyżu, która zmyła twój i mój grzech.
Related Media
See more
Related Sermons
See more
Earn an accredited degree from Redemption Seminary with Logos.